Ile według władzy samorządowej jest warte życie przeciętnego Kutnianina? Chyba niewiele.

Szpital w KutniePatrząc na aktualną sytuację wokół kutnowskiego szpitala, patrząc na nią tak trochę z daleka, ale za to ze zdrowym dystansem, pomyślałem, że nadszedł dobry moment, aby wyrazić własną opinię na temat nowego zarządu powiatu. Żona obecnego starosty powiatu, pani Małgorzata Debich, była moją wychowawczynią w Dąbrowszczaku i do dzisiaj wspominam ją, jako jedną z najlepszych nauczycielek w szkole średniej. Była dla mnie zawsze przyjazna, otwarta i wyrozumiała. Niemniej jednak, tak jak dobre mam zdanie o pani Małgorzacie, tak mam całkowicie odmienne o Krzysztofie Debichu. 

Z jednej strony można spojrzeć na Debicha z pewnym podziwem. Był kiedyś wielką gwiazdą kutnowskiej polityki i prezydentem Kutna. Ktoś taki, jak Burzyński mógł tylko nosić za nim teczki i słuchać, jakie padają rozkazy do wykonania. Patrząc na Debicha na początku lat 90-tych można było dojść do wniosku, że oto po raz pierwszy mieliśmy w Kutnie kogoś, kto mógł się wybić na poziom polityki ogólnopolskiej i osiągnąć tam sukces. Tak się jednak nie stało. Debich kończył swoje urzędowanie prezydenta miasta, w atmosferze skandalu, oskarżony o poważne złamanie prawa. Według Debicha, sprawa trafiła do sądu 1-ej i 2-ej instancji i to właśnie w drugiej instancji, Debich miał być uniewinniony od stawianych mu zarzutów. Ja osobiście nie śledziłem tego procesu i niewiele o nim wiem. Jednak doświadczenie podpowiada mi, że uniewinnionym można być dlatego, że przestępstwa rzeczywiście nie popełniono, lub gdy materiał dowodowy pozostawia zbyt wiele wątpliwości, albo (w wyjątkowych przypadkach) ze względów proceduralnych. Przyjmuję oczywiście, że Debich żadnego przestępstwa nie popełnił i że prokuratura skierowała przeciwko niemu bezpodstawny akt oskarżenia, który upadł w sądzie w zderzeniu z rzeczywistością. Debich był w tym przypadku osobą niewinną, która została niesłusznie oskarżona. Niestety polski system prawny nie gwarantuje tego, że oskarżonymi będą osoby wyłącznie winne. Zdarza się – choć pewnie nie aż tak często – że oskarżonymi są również osoby niewinne. Ekstremalne przypadki widać ostatnio w Stanach Zjednoczonych, gdzie skazani po odsiedzeniu 20-tu, czy 30-tu lat, oczekując na karę śmiercie, są nagle uniewinniani ze względu na dowody z badań DNA, które wykluczają możliwość popełnienia przez nich przestępstwa. Jakby na to nie patrzeć nie ma gorszego wstydu dla prokuratora niż skierowanie aktu oskarżenia, którego nie da się udowodnić w sądzie. To nic innego niż prawnicze partactwo. Jednak oprócz sądów prawa, mamy również sądy opinii publicznej, a te czasami bywają nieubłagane. Ktoś może zostać uniewinniony w sądzie prawa, ale może zostać skazany w oczach opinii publicznej. W sądzie prawa obowiązuje zasada domniemania niewinności. W sądzie opinii publicznej dominuje zasada domniemania winy. Wydaje się, że coś takiego mogło się przytrafić kiedyś Debichowi. Ktoś by pomyślał, że skierowanie przeciw niemu aktu oskarżenia to koniec jego kariery, niemniej jednak tak się nie stało. Debich podniósł się z popiołów, najpierw w 2010 roku wprowadzając do rady powiatu 5-ciu radnych, a później w 2014 roku już z gorszym wynikiem , wprowadził 4 radnych. Na tym jednak kończy się podziw nad martyrologią kariery Debicha, bowiem wszystko co potem to już tylko marność i pogoń za wiatrem. Świat nie stoi w miejscu i czasy się zmieniły, Debich jednak pozostał taki sam: zgorzkniały po tym co go w życiu spotkało, porywczy i na siłę próbujący udowodnić swoją wartość. Takie można odnieść wrażenie obserwując to co robi. Jak bowiem inaczej odebrać jego atak na dr. Ligenzę z kutnowskiego szpitala? Kobieta w niczym nie zawiniła w sprawie tragicznej śmierci 18-to miesięcznego Maćka, niemniej jednak została odsunięta od wykonywanych obowiązków i publicznie ukrzyżowana w lokalnej i ogólnopolskiej prasie. Aż przykro się robi patrząc na to co kutnowski szpital i starostwo zrobiło z karierą tej kobiety. Co Ligenza musiała przeżywać osobiście? Jak odebrała to jej rodzina i otoczenie zawodowe? Możemy się tylko domyślać, ale ciężko przypuszczać, żeby Debicha cokolwiek obchodziła niesprawiedliwość, jaka spotkała lekarkę. Jego przecież w przeszłości również bezpodstawnie oskarżono o przestępstwo, którego nie popełnił i musiał się pożegnać z pracą, więc dlaczego dr Ligenza miałaby zasługiwać na lepsze traktowanie niż to co spotkało jego samego?

Dojście Debicha do władzy przypomina „wejście smoka”, czyli wielką rozpierduchę w kutnowskim stylu. Najpierw był atak na Ligenzę, a później bezsensowna obrona mandatu Artura Gieruli, który powiedzmy szczerze nadaje się do wygaszenia. Jakby nie patrzeć to już starożytni Rzymianie, kilkaset lat przed Chrystusem, doszli do wniosku, że ignorantia iuris nocet, czyli „nieznajomość prawa szkodzi”, jednak ta zasada najwyraźniej nie dotarła jeszcze do kutnowskiej rady powiatu dwa tysiąclecia po Chrystusie. Może w przyszłym wieku się coś poprawi?

No i warto jeszcze skomentować niedawne przeszukanie biura PiS-u oraz mieszkania jego wodza w prowadzonej sprawie fałszowania podpisów pod listami poparcia w minionych wyborach samorządowych. Rzekomo podpisy fałszowały 3 komitety wyborcze, ale przeszukano pomieszczenia tylko jednego. W dodatku przeszukania dokonano jeszcze przed powołaniem biegłego grafologa i przeszło pół roku po fakcie. No i co takiego znaleźli śledczy? Może długopis, którym fałszowano podpisy? Generalnie, można podziwiać gorliwość z jaką kutnowska prokuratura prowadzi tę sprawę, w szczególności w porównaniu do wcześniejszej „afery mieszkaniowej”, gdzie gorliwość wykazał jedynie Polsat.

Najgorsze zostawiłem już na sam koniec i mam tu na myśli rozwiązanie umów z chirurgami w kutnowskim szpitalu. Nie można sobie wyobrazić głupszego posunięcia ze strony szpitala niż obecny rozwój sytuacji. Najpierw mieliśmy do czynienia z bezsensownym atakiem na lekarzy i pielęgniarki z wydziału pediatrycznego, a teraz na chirurgów. Handzelewicz, obecny prezes rady nadzorczej, którego doświadczenie biznesowe ostatnich lat to głównie stworzenie niewielkiej firmy budowlanej, określił kontrakty z kutnowskimi chirurgami jako „bandyckie”. Ale czy naprawdę takie są, czy też może Handzelewicz zazdrości lekarzom wysokich dochodów? Na kutnowskich forach huczy, że chirurdzy zarabiają po 40 tysięcy złotych miesięcznie i że to drastycznie zbyt wiele.

Niemniej jednak zanim samemu osądzimy czy to dużo czy mało, to może warto najpierw zadać pytanie, czy jak kiedyś przytrafi się komuś leżeć na stole operacyjnym, to czy wolałby, aby jego chirurg miał płacone 1.500 złotych za pracę, czy raczej 40.000 złotych? Tutaj opcje są bardzo klarowne: pacjent przeżył bo miał dobrego lekarza któremu płacono sowicie, albo zmarł bo miał kiepskiego lekarza, któremu płacono mało by zaoszczędzić na kosztach leczenia. Więc jaka powinna być decyzja? Moja podpowiedź jest prosta: każdy powinien myśleć przede wszystkim o własnym życiu, a nie o tym, czy lekarze zarabiają więcej od innych. W życiu zawsze będą ludzie, którzy zarabiają więcej od innych, ale zdrowie jest tylko jedno. Według mnie zdrowie jest bezcenne. Według mnie jest warte więcej niż 40 tysięcy za miesiąc.

Warto też policzyć ile tak naprawdę kosztuje przeciętnego kutnianina utrzymanie pojedyńczego chirurga w szpitalu? Jeżeli lekarz zarabia 40 tysięcy miesięcznie, a Kutno ma przysłowiowe 48 tysięcy mieszkańców to koszt na jednego mieszkańca wynosi dokładnie 83 grosze miesięcznie. Ostatnio (zapewne w podzięce wyborcom), KWW Burzyńskiego podniosło opłaty za wodę o 3,6% do 7,39 złotych za 1 metr sześcienny. Jakoś nikt nie protestuje, że musi płacić 7,39zł za 1 metr sześcienny wody każdego dnia (nota bene: wody kiepskiej jakości), ale za to wszyscy chcą protestować, że muszą się zrzucić „aż” 83 grosze raz na miesiąc na dobrego chirurga dla całego miasta?

Wszyscy ci, którzy podnoszą głos przeciwko wynagrodzeniom dla kutnowskich lekarzy przypominają ludzi, którzy toną w rzece, ale negocjują warunki ile ratownik na lądzie powinien mieć zapłacone, za ich uratowanie przed utonięciem  – i aby przypadkiem nie miał zapłacone zbyt dużo. Ale czy naprawdę tego chcecie? Bowiem logika powinna być dokładnie odwrotna. Jak toniesz to powinieneś się modlić, aby ratownik miał płacone wystarczająco dużo, aby mu się chciało ryzykować i szybko płynąć, aby cię uratować żywego. Są rzeczy na których powinno się oszczędzać oraz takie na których oszczędzać nie warto. To bardzo kiepski i niebezpieczny pomysł, aby oszczędzać na dobrych lekarzach i dobrych pielęgniarkach.

W mojej ocenie, ostatnie poczynania Wilanowskiego i Handzelewicza pokazują dobitnie, że obecna rada powiatu nie ma żadnego pomysłu na szpital. Gdzie bowiem pasuje rozwiązanie umów z chirurgami do jakiejś długoterminowej strategii rozwoju placówki? Jaki w tym biznes plan? Dlaczego Wilanowski i Handzelewicz mają decydować, którzy lekarze będą leczyli mieszkańców miasta? Czy Kutnianie rzeczywiście rozumieją, że ktoś, kto zarządzał wcześniej malutką firemką budowlaną może mieć teraz ogromny wpływ na decyzje dotyczące ich życia i zdrowia? Że ci ludzie mogą negatywnie wpływać na prywatne relacje pomiędzy pacjentem, a lekarzem, poprzez wyrzucanie z pracy specjalisty, którego sobie pacjenci wybrali?

To nie są już tylko teoretyczne pytania. To jest w chwili obecnej rzeczywistość.

S.A.

Dodaj swój komentarz:

Leave a Reply

Najnowsze wiadomości

Miasto Kutno

Powiat kutnowski